„Friluftsliv” to słowo, które w językach skandynawskich oznacza dosłownie „życie na świeżym powietrzu”. Rozkładając na czynniki pierwsze: „fri” znaczy wolny, “luft” to powietrze, a “liv” to życie. Jest to więc taki outdoor life / life in the open air, a więc coś idealnego dla Dzikich Podróżników!

Friluftsliv to znacznie więcej niż chwilowy, modny trend turystyczny. W czasach, gdy tempo życia wyznaczają powiadomienia w telefonie a kontakt z naturą sprowadza się do widoku drzewa za szybą biura, na północy Europy od pokoleń pielęgnuje się inną filozofię codzienności. Friluftsliv to sposób myślenia, który przenika kulturę Norwegów, ale też Szwedów i Duńczyków, a w ostatnich latach zaczyna inspirować również resztę świata.

Friluftsliv – skąd się wzięło i na czym polega?

Idea friluftsliv wyrasta z surowego, ale kochanego przez Skandynawów krajobrazu: lasów, fiordów i gór. Pierwsze literackie użycie terminu przypisuje się norweskiemu dramaturgowi Henrikowi Ibsenowi, który w XIX wieku opisywał nim wolność płynącą z bycia w dzikiej, nieujarzmionej naturze. Szybko okazało się, że to pojęcie trafiło w sedno doświadczeń mieszkańców Północy: bliskość natury była dla nich równie ważna jak wygodne życie w domowych wnętrzach. Od tamtego czasu w Norwegii tak pokochali to określenie, że na dobre wpisało się w ich słowniku, a także innych narodów skandynawskich.

W norweskiej mentalności friluftsliv nigdy nie oznaczało czegoś luksusowego czy odświętnego. To raczej element codzienności, naturalny jak poranna kawa czy płomień i trzaskające drewno w kominku. Jak to wygląda więc w praktyce? Mieszkańcy Północy ruszają na spacer po okolicy, do parku, nad jezioro, do lasu niemalże codziennie, by choć na kilkadziesiąt minut zanurzyć się w ciszy, poczuć zapach wilgotnej ziemi, igliwia, a zimą posłuchać skrzypienia śniegu pod butami.

Allemansrätten jest paliwem dla stylu życia w duchu friluftsliv

Skandynawska filozofia życia blisko natury jest łatwiejsza w praktyce w państwach skandynawskich dzięki allemansrätten. Oznacza to tyle, co „prawo powszechnego dostępu do przyrody” i pozwala każdemu na swobodne poruszanie się po lasach, górach, jeziorach czy wybrzeżach – niezależnie od tego, kto jest właścicielem terenu. W ramach allemansrätten można na tych terenach biwakować, zbierać jagody i grzyby, spacerować i korzystać z dzikiej przyrody bez konieczności uzyskiwania specjalnych pozwoleń. Właśnie ta swoboda sprawia, że friluftsliv nie jest stylem życia wyłącznie dla wybranych, ale codzienną praktyką wielu osób.

Na czym polega filozofia friluftsliv?

Friluftsliv nie ma nic wspólnego z ekstremalnymi wyprawami, zdobywaniem najwyższych szczytów czy szczególną sprawnością fizyczną. Chodzi o prostą, codzienną obecność w naturze. Bez presji, bez pośpiechu, bez potrzeby osiągania i udowadniania sobie lub innym czegokolwiek.

Przykładem spędzania czasu w duchu skandynawskiego friluftsliv może być:

  • powolny spacer po lesie po pracy
  • chwila z termosem herbaty lub kawy nad pobliskim jeziorem
  • bieganie w kroplach deszczu
  • rodzinny piknik w parku
  • jazda na nartach biegowych
  • morsowanie w fiordzie lub jeziorze

Skandynawowie lubią mówić „Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”. Deszcz, wiatr czy mróz nie są wymówką a wręcz przeciwnie, stanowią część przygody i hartują charakter. Dzięki temu friluftsliv jest tak egalitarny jak to tylko możliwe. Nie trzeba drogiego sprzętu, odwiedzania modnych atrakcji turystycznych ani wielogodzinnego planowania. Wystarczy przekroczyć próg domu.

Dlaczego friluftsliv jest tak ważne dla Skandynawów?

W krajach nordyckich styl życia friluftsliv łączy się z głębokim przekonaniem (zresztą udowodnionym naukowo), że kontakt z przyrodą wpływa korzystnie na zdrowie psychiczne, umożliwia zachowanie równowagi między życiem prywatnym a pracą, pozwala zacieśniać więzy rodzinne, ale także uczy od najmłodszych lat szacunku do środowiska naturalnego. W szkołach dzieci spędzają na dworze dużą część dnia, i to nawet zimą.

Friluftsliv – czy to odrębna filozofia, czy tylko inna nazwa na to, co już robimy w Polsce?

Choć w Polsce nie używamy słowa „friluftsliv”, ani nie istnieje jego bezpośredni odpowiednik, to sama idea nie jest dla nas wcale taka odległa. Mamy przecież swoje weekendowe wypady do lasu, wielką i piękną kulturę grzybobrania, rodzinne spacery po śniadaniu wielkanocnym, majówkowe grillowanie czy mające długą historię taternictwo. To, co różni nas od kultury friluftsliv, to jednak pewien brak konsekwencji, regularności i świadomości stylu życia na świeżym powietrzu. Robimy to zwykle odświętnie, jako rodzaj nagrody i folgowania sobie a nie jako immanentną część codzienności i zdrowy nawyk.

Tak czy inaczej jeszcze nie nazwany „friluftsliv” powoli wchodzi do naszej lokalnej, polskiej kultury pod postacią modnych w ostatnich latach ruskiej bani, morsowania czy kolarstwa. Lokalnie inwestuje się coraz więcej w zielone strefy, miejskie łąki i parki, odzyskując zagarnięty przez szosy i samochody teren, który na nowo zyskuje przyjazny ludziom charakter.

Tip: Marzy Ci się nocleg pod chmurką w Polsce? Sprawdź tutaj, jakie są zasady spania na plażach, w górach czy lasach.

Czego w Polsce nam brakuje do friluftsliv?

Niektóre zachowania i bliskość natury, które są elementem kultury friluftsliv, w Polsce wydają się wciąż trochę zbyt radykalne. Po pierwsze trudno wyobrazić sobie spacery i aktywności na świeżym powietrzu bez narzekania na pogodę. Lubimy spacerować jak „jest pogoda”, a jak „pogody nie ma”, to ulice zupełnie pustoszeją. Spacer w deszczu czy pozwalanie dzieciom na spędzanie wielu godzin na świeżym powietrzu zimą albo w trakcie jesiennych błot przedstawiają się jednak w naszych warunkach jako dość radykalne czy ekstrawaganckie.

W Polsce, jak i w innych krajach, poza tymi nordyckimi, brakuje przede wszystkim jednego słowa które opisywałoby „życie na świeżym powietrzu” lub „kulturę obcowania z naturą”. Może teraz należałoby je wymyślić i, nazywając w prosty sposób taki styl życia, udałoby się zaszczepić i rozpropagować polskie friluftsliv? A może istota friluftsliv polega właśnie na tym, żeby nie komplikować, nie zawężać, nie dorabiać ideologii, ale po prostu wyjść na zewnątrz, poczuć, że się żyje, przypomnieć sobie, że jest się częścią natury i oddać się płynącemu z tego szczęściu. 

Ciekawe? Będzie nam ogromnie miło, jeśli postawisz nam kawę. To dla nas sygnał, że w dobie AI nadal warto tworzyć bloga podróżniczego z miejscami sprawdzonymi na ludzkiej skórze. AI nie tylko nie potrafi policzyć liter w słowie „truskawka”, ale też nigdy nie wpadło do kanału w Wenecji (yeep, that’s me). Każda kawa to paliwo, aby dalej tworzyć darmowe treści z drogi. Dla podróżników – od podróżników.

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Na naszych kanałach społecznościowych znajdziesz mnóstwo podróży w duchu friluftsliv, na świecie, w samej Norwegii, jak i w Polsce. Też kochasz być na świeżym powietrzu? Wskakuj do nas i dołącz do reszty Dzikich Podróżników!

Norwegia

A Ty co o tym myślisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *