Pojezierze Iławskie – co warto zobaczyć?

Pojezierze Iławskie jest malowniczą krainą na Mazurach Zachodnich. Poza pobliskimi Wzgórzami Dylewskimi to kolejny prezent od lądolodu. Pełno tu polodowcowych jezior, na których aż się prosi rozwinąć żagle! To miejsca, które kuszą fantastyczną naturą, prawdziwie gęstymi lasami i historiami, obfitującymi w ciekawostki, a czasem nawet tajemnice. Duży udział ma w tym przeszłość tych ziem, które były częścią Oberlandu – Prus Górnych. Gdyby lokalizować Pojezierze Iławskie według miast, trzeba by wspomnieć przede wszystkim o Iławie. Dalej byłyby to: Ostróda, Susz, Morąg, Zalewo, Małdyty czy Miłomłyn. Kto woli patrzeć rzekami, umiejscowi Pojezierze Iławskie pomiędzy Wisłą, Osą, Drwęcą i Pasłęką. No to płyniemy z tematem! Zaczynamy od głębokiej wody i nabieramy wiatru w żagle! A gdzie? Oczywiście na Jezioraku – najdłuższym jeziorze w Polsce.

Jeziorak – najdłuższe jezioro w Polsce

Jeziorak to absolutnie pierwsza liga polskich jezior! Jego długa na ponad 27 km tafla wody przecina ładne mazurskie lasy, a linia brzegowa w wielu miejscach pozostaje dzika. Masz ochotę popływać kajakiem? Znajdą się kajaki. Rowerowa trasa wokół Jezioraka? Czemu nie! O ile masz tyle siły. My zdecydowaliśmy się na arcyjeziorakowy sposób spędzania czasu – rejs jachtem.

Karierę wilków wód śródlądowych rozpoczynamy w Iławie, która ze swoją Ekomariną, jest świetną bazą wypadową na jeziora lub miejscem na cumowanie dla przypływających. Po długim rejsie można zaznać tu trochę miejskich wygód i na przykład zatrzymać się na rybę w portowej restauracji. A wiedzcie, że rejs może być naprawdę długi, wszak Jeziorak ma połączenie z Bałtykiem!

Ale my nie przypływamy do Iławy z Karaibów, tylko dopiero rozpoczynamy nasz rejs. Poza tym, to nasze pierwsze żeglowanie w życiu! Aby lepiej wprowadzić się w nastrój, dzień wcześniej obejrzeliśmy Nóż w Wodzie Polańskiego. Jakie było nasze zaskoczenie, kiedy odkryliśmy, że żaglówka na którą wsiadamy wygląda tak jak ta z filmu…

Po wejściu na pokład i rozwinięciu żagli popłynęliśmy na północ. Tutaj Jeziorak jest wąski, ściśnięty z jednej strony Iławą, a z drugiej wyspą. Wielka Żuława, bo tak jej na imię, zachowuje swój naturalny charakter i tylko w kilku miejscach wystają z niej przystanie. Poruszamy się wyłącznie siłą wiatru i obserwujemy zostające w tyle trzciny. Według kapitana naszego jachtu, nie ma nic przyjemniejszego niż noc na wodzie spędzona właśnie w takich trzcinach. Ochota na kilkudniowy rejs zaczęła w nas narastać!

Ani się obejrzeliśmy, a zbliżyliśmy się do malutkiej Wyspy Miłości. Wokół cisza spokój, malownicze zatoczki, okoliczności sprzyjające prawdziwemu relaksowi i nawiązywaniu uczuć. Patrząc dalej na linię brzegową, naszą uwagę zwróciły niewielkie pomosty i mini-polany w lesie. Okazuje się, że Jeziorak ma wyznaczone miejsca, w których można zacumować i spędzić czas na „dzikim” lądzie. No może nie do końca dzikim, bo na miejscu są udogodnienia w postaci m.in. kosza na śmieci! O czystość dba wodna śmieciarka, która pływa dwa razy w tygodniu, czyż to nie jest świetne?

Nadszedł czas na trochę adrenaliny. Zaczynamy żeglować w stylu sportowym. Żagle rozwinięte, powiało trochę mocniej, jacht wychyla się na zakrętach tak, że końcówka burty zaczyna stykać się z taflą wody! Dużo pozytywnych emocji, krajobraz szybko się przesuwa, a włosy rozwiewa wiatr. Następnie szlifujemy dość wymagającą technikę żeglowania pod wiatr i bardzo szczęśliwi powoli zawracamy do mariny.

Przepłynęliśmy ledwo 10% długości jeziora, a widoki jak i sama żegluga dały nam mnóstwo frajdy. Chce się wrócić i przez kilka dni przepłynąć Jezioraka w tę i z powrotem. Jeśli szukacie opcji na rejs z bosmanem, naukę żeglowania czy czarter jachtów, to odzywajcie się do Stowarzyszenia Sportów Wodnych w Iławie. Są rewelacyjni i profesjonalni!

Iława – restauracja

Niemal przy Ekomarinie, w której zaczęliśmy i skończyliśmy nasz rejs po Jezioraku, mieści się restauracja Port 110, jedna z najlepszych na Pojezierzu Iławskim. Po żaglach byliśmy na takim głodzie, że to była mega przyjemność zjeść tak smaczne ryby i owoce morza. Ceny mają nie najniższe, ale jakość i rozkosz dla podniebienia na wysokim poziomie. Najedzeni? Można jechać dalej!

Rezerwat Jasne i jego jeziora: Jasne, Czarne, Lube

Park Krajobrazowy Pojezierza Iławskiego skrywa w sobie także bardziej kameralne atrakcje przyrodnicze. Jedną z nich jest Rezerwat Jasne! To bujne lasy, w których natura pięknie prezentuje swą ekspresję. Są tu mokradła, zróżnicowana roślinność i “trzej królowie” rezerwatu, czyli jezioro Jasne (Czyste), jezioro Czarne oraz jezioro Lube. Wyglądają bardzo skandynawsko, i nie dziwne, skoro są dziełem tego samego lądolodu, który gubił wielkie bryły lodu wracając na północ, skąd przyszedł. Bryły, jeśli trafiły na nieprzepuszczalne podłoże, tworzyły istniejące do dziś jeziora.

Na 3-kilometrowy szlak można ruszyć z bezpłatnego parkingu w okolicy miejscowości Jeziorno. Tam zaczyna się leśna ścieżka dydaktyczna, która poprowadzi Was przez ciekawe miejsca rezerwatu. Na wizytę w Jasne przeznacz około 2h, jeśli będziesz poruszać się pieszo. Rowerem też możesz tu wjechać, a trasę przemierzysz naprawdę ekspresowo! A teraz kilka słów o każdym z jezior.

Jezioro Jasne

Jedno z najcenniejszych przyrodniczo jezior w Polsce! Wszystko za sprawą kwaśnego pH jego wody, w której kąpiele są zakazane właśnie dlatego, by nie zaburzyć jej kwasowości. W przeszłości miejscowi czerpali stąd wodę do… produkcji piwa! Być może lepiej fermentowało ze względu na jej kwaśny odczyn. Aczkolwiek, jak pisali nam niektórzy z Was na FB, jeszcze w PRL-u był tu ratownik wodny, a młodzież kąpała się do woli. Dziś jednak jest pod ścisłą ochroną, a w okolicy nie brakuje jezior, gdzie można się kąpać. Jezioro Jasne, znane także jako Czyste, wzięło swoją nazwę od tego, że jego toń jest bardzo przejrzysta. Promienie słoneczne docierają w nim aż na 15 m głębokości! Często tafla wody jest turkusowa i kolorem przypomina alpejskie jeziora. Ale trzeba trafić na odpowiednie światło, które wydobędzie z niej ten urok!

Ciekawostka: w jeziorze mieszkają prawdziwi wodni kanibale! To okonie karłowate, które zagryzają się wzajemnie… Na jeziorze można też spotkać gągoły – jedyne kaczkowate, które budują gniazda nie w zaroślach a w dziuplach drzew!

Jezioro Czarne

Czarne nomen omen, bo tafla wody miała kolor gorzkiej kawy! Za to osładzał ją widok nenufarów. Jezioro jest bardzo czyste, a kolor wody w tym przypadku świadczy o jej żyzności. Bo w jego obrębie toczy się całkiem bogate życie. Ślimaczą się ślimaki, kumkają żaby, skrzydełkami łopoczą ważki, do wody dają nura kaczki, a czasem w odwiedziny przylatują żurawie. Nad jeziorem jest malutki pomost, gdzie można przycupnąć i wsłuchać się w dźwięki natury.

Jezioro Lube

A to akurat trudniej dostępne jezioro, porośnięte torfowiskową roślinnością. Jest więc tu mokro, wiosną kwitnie sporo gatunków, które lubią takie mokradła. No i oczywiście muszą w nich skakać żyjątka łase na taki “mikroklimat”, więc to miejsce, które łatwo zadeptać. Najłatwiej będzie skupić się przede wszystkim na jeziorze Jasne oraz Czarne.

Jezioro Płaskie – pomost widokowy koło Jerzwałdu

Jezioro Płaskie można pomylić z Jeziorakiem! A to dlatego, że stanowi północno-zachodnie odgałęzienie Jezioraka i połączone jest z nim przez dość szerokie przewężenie. Znajdziemy tu spory pomost widokowy, na którym można miło spędzić czas. Miło, bo w końcu pomost mieści się w… Zatoce Miła. Latem być może nie tylko Wy wpadniecie na pomysł, aby tutaj ulokować się na piknik czy zachód słońca, natomiast poza wysokim sezonem to bardzo zaciszne i ustronne miejsce, gdzie można być sam na sam z myślami lub ze sobą wzajemnie.

Zamek w Szymbarku

Jako że jesteśmy na Mazurach Zachodnich, terenach dawnych Prus Górnych (Oberlandu), możemy spodziewać się zamków! Oczywiście z cegły, tak charakterystycznej dla tego regionu, w gotyckim stylu, często krzyżackich. My zawitaliśmy pod zamek w Szymbarku, u którego podnóża leży kolejny akwen Pojezierza Iławskiego – Jezioro Szymbarskie.

Zamek w Szymbarku zaczęto budować w 1308 roku. Ten rok dumnie widnieje na metalowej chorągwi na jednej z baszt. Wyobraźcie sobie, że to dużo wcześniej niż Bitwa pod Grunwaldem! My lubimy takie porównania, bo setki lat mówią mniej niż punkty odniesienia. A jak było z przynależnością zamku, czy był krzyżacki? Otóż nie. Należał pierwotnie do Kapituły Pomezańskiej, a więc instytucji kościelnej, zaś po sekularyzacji w XVI wieku bywał tylko w rękach prywatnych. Dziś też znajduje się w rękach prywatnych, ale już jako… ruina. A trzeba wiedzieć, że jeszcze na początku XX wieku był miejscem luksusów! Co tu się wydarzyło?

Wspomnijmy, że Zamek w Szymbarku długie lata należał do bogatej pruskiej rodziny Finck von Finckensteinów, mocno związanej z tymi ziemiami. To bogactwo było solidnie widoczne! Na początku XX wieku pod kamiennym mostem zamku parkowały sportowe samochody, rozgrywano też mecze tenisa na nowoczesnych kortach tenisowych, wewnątrz dzwonił wypasiony telefon, a na zewnątrz w ogrodzie roiło się od najrozmaitszych gatunków roślin z niemal całego świata. Jest splendor, prawda?

Ta sielanka skończyła się pod koniec II WŚ, kiedy to ród Finck von Finckensteinów opuścił mury w strachu przed nadciągającymi wojskami ze wschodu. Tym samym ostatnimi gośćmi zamku była Armia Czerwona, której pobyt skończył się pożarem.

Dziś więc to ruina, która ściąga wzrok miłośników historii, opuszczonych miejsc i urbexowych klimatów. Ale i filmowców, ponieważ nagrywano tu sceny do filmu Król Olch z Johnem Malkovichem w roli głównej. Może kojarzycie? Na nas zamek wywarł spore wrażenie, czuć tu ducha miejsca i warto go zobaczyć podczas wyprawy przez Pojezierze Iławskie.

Pałac w Kamieńcu

Są takie miejsca na świecie, w których człowiek czuje, że uczestniczy w czymś wyjątkowym. Jak wyjaśnić, że trochę cegieł i zaprawy murarskiej powoduje przyspieszone bicie serca, a historie znane z książek nagle ożywają w wyobraźni? Takim miejscem są ruiny Pałacu w Kamieńcu, obok których nie sposób przejść obojętnie.

Budowa pałacu zakończyła się w 1720 roku za sprawą pieniędzy wspomnianego już rodu Finck von Finckenstein, inspiracji stylem francuskiego baroku i wizji angielskiego architekta Jana von Collasa. Czytając opisy i oglądając zachowane zdjęcia można się zachwycić rozmachem i smakiem, z jakim został wzniesiony ten budynek. Dwie kondygnacje i symetryczne skrzydła tworzące dziedziniec, duże okna, olśniewająca glazurowana dachówka koloru szmaragdowego, attyka z rzeźbami, a w końcu stajnie i olbrzymi kompleks ogrodowy. To wszystko sprawiło, że pałac był nazywany pruskim Wersalem.

Dokładając do tego przepych wnętrz, trudno się dziwić, że Pałac w Kamieńcu przyciągał znane osobistości z całego świata. To tutaj wiosną 1807 mieszkał Napoleon Bonaparte, zarządzając z Kamieńca całym Cesarstwem Francuskim i po kryjomu oddawał się romansowi z Marią Walewską. Dwukrotnie pałac odwiedził również Adolf Hitler. Za drugim razem, w 1933 roku, przybył z całą swoją świtą, a w dowód wdzięczności za gościnę podarował gospodarzom swojego ulubionego psa o imieniu Pilot. W pałacu gest potraktowano bardzo poważnie, o czym świadczy pamiątkowy kamień dla Pilota, który stanął w ogrodzie, kiedy psiak zakończył już swój żywot.

Do dzisiaj miejsce kryje wiele tajemnic, poczynając od zasypanych piwnic (kto wie, może z francuskim winem z XIX wieku?) po zachowaną Grotę Muszelkową – budynek o znaczeniu magicznym, z wnętrzem wysadzanym sprowadzanymi z Amsterdamu muszlami, w którym podobno spotykali się masoni, żeby nabrać mocy.

Pałac ostatecznie świetność utracił w trakcie II wojny światowej, żeby po niej zostać rozgrabionym, spalonym i przemianowanym na siedzibę lokalnego PGR. Dzisiaj stoją już tylko sypiące się mury, ale przy odrobinie wyobraźni i wsłuchaniu się w to, co mają do powiedzenia stare kamienie, sędziwe drzewa, można poczuć atmosferę tamtych czasów i spojrzeć z perspektywy pałacu na ogród, tak jak kiedyś patrzyła Maria Walewska wypatrując Napoleona.

Wieża widokowa + pomost + port w Siemianach

Naszą bazą wypadową do wymienionych we wpisie miejsc były Siemiany. To otoczona lasami wieś, malowniczo położona nad Jeziorakiem, spokojna, ale z turystycznym zacięciem. Jest tu sklepik, są knajpy, jest przystań do cumowania jachtów. Siemiany sprawiły, że opadły nam szczęki z wrażenia… o wschodzie słońca! Warto było wstać o 4:00 rano, żeby zobaczyć chowające się po nocy mgły na pomoście pośród żaglówek. Kiedy słońce zaświeciło trochę śmielej, obserwowaliśmy pięknie budzące się jezioro z położonej w centrum Siemian wieży widokowej. Obok niej jest też zejście nad wodę i jeszcze więcej pomostów. Coś pięknego!

pojezierze iławskie


pojezierze iławskie


Pojezierze Iławskie – domki na nocleg

W Siemianach zatrzymaliśmy się na kilka pięknych dni w Siema Siemiany – domkach, a raczej pełnoprawnych domach, w których relaksowaliśmy się po zwiedzaniu. Urządzone z gustem, nowoczesne domy modułowe, mają wszystko, czego człowiek może sobie zażyczyć. Wygodne łóżka przy wielkim panoramicznym oknie, jadalnię z tarasem, kozę do palenia drewnem, kuchnię lepiej wyposażoną niż nasza własna, przytulne kąciki, mnóstwo przeszkleń, a wszystko to otoczone przyjemnym ogrodem z basenem. I rzut beretem do Jezioraka! Poza basenem jest też plac zabaw i małe boisko piłkarskie, więc dzieciaki będą miały czym się zająć.

Domki są przestrzenne i każdy z nich może zmieścić aż 12 osób. Także można przyjechać dużą rodziną albo grupą przyjaciół! Aktualnie są tu trzy domki, więc rekordziści zmieszczą się i w 36 osób 😀 Każdy z nich ma urocze “imię” odzwierciedlające okoliczną przyrodę – Las, Polana, Jezioro – oraz adekwatny kolorystycznie wystrój. My, pokazując podczas tego wyjazdu jeziora na Pojezierzu Iławskim, spaliśmy oczywiście w Jeziorze!

Wejście do noclegu i check-out są zautomatyzowane, na kod otrzymany mailem wraz z instrukcją. Jest to szalenie wygodne przy niestandardowych godzinach przyjazdu/wyjazdu i bezpieczne w czasach pandemii. W związku z tym nie można przybić właścicielowi piątki, a ta należy mu się za stworzenie w Siemianach takiego miejsca!

nocleg siemiany

nocleg pojezierze iławskie domki


Mapa: Pojezierze Iławskie i jego atrakcje

Musi być i mapa! Wystarczy, że w nią klikniecie i Google Maps zacznie nawigować na atrakcje z naszego tekstu. Ruszajcie odkrywać Pojezierze Iławskie, które wzrusza swoimi wschodami słońca, zaskakuje gęstwiną lasów i jest doskonałą, wciąż mazurską, alternatywą dla Krainy Wielkich Jezior Mazurskich! A kto już będzie wyjadaczem mazurskich jezior, może później rozsmakować się w widokach Pojezierza Suwalskiego. Szerokiej drogi i wiatru w żagle, Dzicy Podróżnicy!

Chodź też do nas na social media po kolejne inspiracje prosto z podróży!

Na Mazury Zachodnie pojechaliśmy na zaproszenie tego regionu. Dzięki tej współpracy mogliśmy stworzyć wpis, który czytasz. Serdecznie dziękujemy za wsparcie Pani Marlenie Rogowskiej, Dyrektor Zachodniomazurskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej, Pani Anecie Rychlik wraz ze Stowarzyszeniem Sportów Wodnych w Iławie oraz Panu Maciejowi Pakalskiemu z Siema Siemiany.

Podróże w Naturze Polska

A Ty co o tym myślisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *