Podróż przez malownicze Podkarpacie

Podkarpacie to Bieszczady, Podkarpacie to Beskid Niski, Podkarpacie to Dolina Sanu. Wszystkie te miejsca brzmią tak, że wiesz, że czeka Cię tu niesamowita przygoda blisko natury! A Podkarpacie to region faktycznie wyjątkowo obfitujący w atrakcje przyrodnicze. Są tu góry i liczne szlaki trekkingowe, wiją się rzeki i strumyki, malownicze doliny przykuwają wzrok, a lasy cieszą chłodem w letnie dni. Więc chodź, ruszamy w podróż przez Podkarpackie!

Podkarpacie – Bieszczady. Szlaki i ciekawe miejsca w krainie biesów!

Bieszczady! Tu natura zawsze jest górą! A nazwa sama rozbudza wyobraźnię, w której swe harce zaczynają rozmaite, fascynujące istoty. W końcu to kraina legendarnych biesów, gdzie wilk zawyje w oddali, niedźwiedź brodzi w Sanie, a ryś mruczy w samotności. My trafiliśmy tu dopiero po raz pierwszy… I już wiemy, że będziemy wracać w te strony. Wiele gór skradło nasze serca, od Tien-szan w Kirgistanie przez aktywne wulkany Ameryki Centralnej po Alpy. Bieszczadzkie połoniny możemy jednym tchem wymienić razem z nimi. Bo podkarpackie góry to perła naszego kraju, i koniec kropka.

Połonina Wetlińska

Jedziesz w Bieszczady? Aby prawdziwie poczuć ich ducha, doświadczyć majestatu i tajemniczości tego pasma górskiego, musisz zobaczyć połoniny. Te ogląda się nie z dolin a z wysokości, trzeba więc ruszyć na szlaki! Początkowo trasy prowadzą przez gęste lasy, w dużej mierze bukowe, za lasami zaś rozciągają się połoniny. Są to murawy wykształcone ponad górną granicą lasu. Zatem gdy miniesz ostatnie drzewa, Twoim oczom ukaże się bajkowy świat zieleni. Późną wiosną i latem połoniny są co najmniej tak soczyście zielone jak smoothie z pietruszki, jarmużu i kiwi! Chce się też powiedzieć: Jej Puchatość Połonina, bo przyznać trzeba, że roślinność, która je porasta, wygląda jak mięciutka kołderka.

I tak właśnie wygląda to wędrowanie w Bieszczadach. Gdy piętro lasów masz za sobą, jesteś już tylko Ty i połoniny, pośród których suniesz przez kolejne szczyty. Z Połoniny Wetlińskiej możesz dojrzeć majaczącą w oddali… Solinę! Z kolejnych stron widok na ukraińskie Bieszczady (Bieszczady Wschodnie) oraz na słowackie szczyty. Świeże powietrze, piękny zapach roślinności połonin i to uczucie wolności! Są slogany, które nigdy nie będą wyświechtane, bo to czysta prawda – w górach jest wszystko, co kochamy!

My na Połoninę Wetlińską ruszyliśmy czerwonym szlakiem z Brzegów Górnych, gdzie mieści się parking oraz kasy Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Za parking na cały dzień zapłacisz 18 zł (możesz z niego wyjechać na obiad i potem wrócić na postój na tym samym bilecie). Aby wejść na szlak, należy kupić bilet wstępu do parku narodowego (8 zł – bilet normalny, 4 zł – bilet ulgowy). Jeśli dasz radę, to Brzegi Górne są doskonałym punktem startowym także na Połoninę Caryńską, możesz więc zrobić sobie dzień połonin i po Wetlińskiej wejść na carycę Bieszczadów. Koniecznie załóż buty sportowe, najlepiej trekkingowe.

Czas trekkingu na Połoninę Wetlińską:

  • szlak Brzegi Górne – Osadzki Wierch – Brzegi Górne (ok. 5 h tam i z powrotem z czasem na podziwianie widoków).
  • szlak Brzegi Górne – Osadzki Wierch – Przełęcz Orłowicza – Smerek – Kalnica (ponad 5 h, to ten sam szlak, tylko idzie się dalej, nie wraca do Brzegów Górnych pieszo a schodzi w Kalnicy i łapie busa na parking w Brzegach Górnych).
  • szlak Przełęcz Wyżna – Osadzki Wierch – Przełęcz Wyżna (kilka minut krócej niż z Brzegów Górnych, też ok. 5 h, start z innego parkingu – za 25 zł)

Bukowe Berdo

Połoniny Wetlińska i Caryńska to klasyka Bieszczadów i choć raz w życiu warto zobaczyć je na własne oczy. Jeśli jednak możecie zajechać głębiej w bieszczadzkie lasy, to polecamy nieco mniej uczęszczany szlak z Mucznego na Bukowe Berdo. Od razu uprzedzamy, absolutnie nas zachwycił! Muczne to bardzo sympatyczna wieś, którą w kilku miejscach przecinają górskie strumienie, są też stawy z zaaranżowanym parkiem, a po drodze na szlak znajduje się Karczma Carpathia – najlepsza bieszczadzka karczma, w jakiej dotychczas mieliśmy okazję zjeść. Przed wędrówką polecamy wzmocnić się pielmieni z sosem z leśnych grzybów lub lokalnym pstrągiem z pieca, a po zejściu z gór skosztować dobrego, lanego piwa z okolicznego browaru.

Sam szlak na Bukowe Berdo zaczyna się niepozornie. Przez dłuższy czas maszeruje się ciemnym, ale przyjemnym lasem. Trasa prowadzi prostym i dobrze oznaczonym żółtym szlakiem z kilkoma ławkami po drodze. Dopiero po około godzinie marszu las ustępuje i otwiera się na połoninę. Już sam punkt widokowy żółtego szlaku utwierdza w przekonaniu, że warto było ruszyć pod górę! Raptem kilka minut marszu i jesteśmy na szczycie Szołtynia, z którego rozciąga się fantastyczny widok na okoliczne góry, połoniny, a i on sam jest wyjątkowo malowniczy. Górskie kwiaty wystające z zielonego dywanu aż proszą się o zdjęcie.

bukowe berdo

Za Szołtynią szlak żółty ślepo kończy się i przechodzi w szlak niebieski, którym można pójść w prawo (kierunek na Pszczeliny), spacerując kawałek grzbietem malowniczej połoniny lub zdecydować się na dłuższy trekking idąc w lewo (w kierunku Tarnicy). Wybraliśmy to drugie, spacerując dalej Bukowym Berdem, co chwilę przystając i ciesząc się rewelacyjnym widokiem. Bukowe Berdo skradło nasze serce. Było takie jak wyobrażaliśmy sobie Bieszczady. Dookoła bezkresna zielona przestrzeń, ciszę przerywają tylko nasze głosy, a my oglądamy góry i zastanawiamy się, co kryje się za ich grzbietami.

podkarpacie bieszczady blog podróżniczy

podkarpacie atrakcje blog podróżniczy

podkarpacie bieszczady szlaki

Niebieskim szlakiem można dojść do Krzemienia i Przełęczą Goprowską aż do wyróżniającej się wysokością Tarnicy, najwyższego szczytu w Bieszczadach po stronie polskiej. My z racji na późną porę i chęć dłuższego obcowania z Bukowym Berdem zawróciliśmy i nieśpiesznie spacerowaliśmy tak, żeby złapać zachód słońca na szczycie Szołtynia. Chmury nie zapowiadały spektakularnego zachodu, wręcz trochę marzliśmy, przegryzając ostatnie zapasy w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Jednak w górach wszystko jest możliwe! Złoto-czerwony zmierzch sprawił, że był to najlepszy moment w polskich górach, jaki kiedykolwiek przeżyliśmy. Połoniny spowite ciepłym światłem wydobywają przepiękne kolory i gdzie nie spojrzeć, to widok wydaje się jeszcze lepszy. Jednocześnie cieszyliśmy się, że jest to nasz moment i jesteśmy tam zupełnie sami, z drugiej robiliśmy jak najwięcej zdjęć, żeby podzielić się tym z całym światem.

Wieża widokowa w Mucznem na Jeleniowatym

W Mucznem, na wzgórzu Jeleniowate od niedawna można wspinać się na imponującą 34-metrową wieżę. Roztacza się z niej fenomenalna panorama na bieszczadzki krajobraz: dolinę górnego Sanu, gdzie rzeka bierze swój początek oraz połoniny po stronie Polski, jak i Ukrainy. Spróbuj dojrzeć Halicz, Kopę Bukowską, Bukowe Berdo, grzbiety Połoniny Wetlińskiej i Caryńskiej. Jeśli masz sokoli wzrok i trafi się perfekcyjna widoczność, być może zobaczysz także ukraińskie Gorgany. W końcu Muczne to już prawie sam koniuszek podkarpackiego cypla Polski.

Wstęp na wieżę na Jeleniowatym jest bezpłatny.

Wielka Pętla Bieszczadzka + Mała Pętla Bieszczadzka

Pętle to coś, co kochamy i gdy tylko jest okazja, korzystamy z nich! Piękne widoki na takiej trasie są pewniakiem. Wielka i Mała Pętla Bieszczadzka to drogi, które można przejechać nie tylko samochodem, ale także rowerem czy motocyklem. Tylko tu weźcie poprawkę na to, że Podkarpacie to kraina dzikich zwierząt, najlepiej, aby taką pozostała. Dlatego jeśli możecie, nie przyjeżdżajcie starymi kopcącymi dieslami, zaś ryczące i hałaśliwe motocykle zostawcie w domu i wybierzcie cichsze kółka. Najlepszą opcją dla miejscowego środowiska będą w ogóle rowery! Komu górki i kilometry na dwóch kółkach niestraszne, będzie jechał z zadowoleniem. A obie pętle bieszczadzkie nie są tak długie, aby obawiać się kilometrów.

Wielka (Duża) Pętla Bieszczadzka startuje w Lesku i wiedzie przez następujące miejscowości: Hoczew, Nowosiółki, Mchawa, Baligród, Bystre, Łubne, Jabłonki, Cisna, Dołżyca, Krywe, Przysłup, Kalnica, Smerek, Wetlina, Przełęcz Wyżna, Brzegi Górne, Przełęcz Wyżniańska, Ustrzyki Górne, Bereżki, Smolnik, Lutowiska, Pasmo Ostrego, Czarna, Żłobek, Rabe, Równia, Hoszów, Ustrzyki Dolne, Ustjanowa, Olszanica, Uherce Mineralne i Glinne.

Mała Pętla Bieszczadzka częściowo pokrywa się z Dużą. Też zaczyna się w Lesku, prowadząc przez Hoczew a dalej przez następujące miejscowości: Średnia Wieś, Berezka, Myczków, Polańczyk, Wołkowyja, Bukowiec, Chrewt, Polana, Czarna, Żłobek, Rabe, Równia, Hoszów, Ustrzyki Dolne, Ustjanowa, Olszanica, Uherce Mineralne i Glinne.

Obie pętle prowadzą zatem nie tylko przez ścisłe Bieszczady, ale również przez Góry Sanocko – Turczańskie, o których też przeczytasz w tym wpisie.

Bojkowie – dawna ludność etniczna w Bieszczadach

Podkarpacie od wieków było stykiem kultur. Wspólnie mieszkali tu Rusini, Ukraińcy, Łemkowie, Bojkowie, Polacy, Niemcy i Żydzi. Same Bieszczady to był teren Bojków, albo Hyrniaków, Werchowyńców jak woleli sami siebie nazywać. Znaczyło to tyle co “górale”, “ludzie gór” i było pochodną od słów “wierchy” i “góry”. Mieli oni korzenie rusińsko-wołoskie, choć sprawa nie jest jasna nawet dla etnografów, bo część z nich upatruje w Bojkach przodków celtyckiego plemienia Bojów, które to zasymilowało się z Białymi Chorwatami. W sumie, i Bojkowie, i celtyccy Bojowie zaplatali przednie kosmyki włosów w warkocze. Kto wie, skoro to lud trudny do zgłębienia nawet dla naukowców. Zaś nazwa “Bojkowie” była bardziej przezwiskiem, oznaczała kogoś powolnego, zacofanego i bojaźliwego, dopiero później przyjęła się jako oficjalna. Inne źródła podają z kolei, że słowem “bojko” określano upartego wołu. Bojkowie to lud tajemniczy, nawet bardziej niż ich sąsiedzi – Łemkowie, właśnie przez ich bardziej wycofany styl życia w izolacji. Gdy z biedy Łemkowie wyjeżdżali na emigrację, Bojkowie dalej wiedli trudne życie w swoich chyżach (chatach). Tradycyjnie to lud pasterski, który zajmował się wypasem bydła i troszkę rolnictwem na potrzeby własne. Ze swoich ukochanych wierchów schodził, by zarobić na sprzedaży zwierząt hodowlanych. Można ich było spotkać na targowisku w zamieszkiwanych głównie przez Żydów Lutowiskach, gdzie handlowali z nimi wołami. Swoje chyże budowali blisko potoków. Strój ich był skromny, nie wyróżniał się kolorystycznie. Była to biała odzież, na którą niekiedy zakładali brązowe kamizelki. Jak widać, nawet strojem nie chcieli zwracać na siebie uwagi, preferując życie na uboczu.

Trudna historia II wojny światowej oraz powojennej rzeczywistości przyczyniły się do tego, że Bojków jako zwartej i istniejącej kultury w Polsce już nie ma. Starcia polsko-ukraińskie z końca II wojny światowej, następnie wysiedlenia ludności etnicznie niepolskiej oraz Akcja “Wisła” przyczyniły się do tego, że Bojków zabrano z ziem, które zamieszkiwali z dziada pradziada. Gdy usłyszysz na Podkarpaciu hasło “nieistniejące, opuszczone wsie”, wiedz, że chodzi o miejscowości, które w przeszłości zamieszkiwali właśnie Bojkowie czy Łemkowie. Dzisiaj jedynymi śladami po Bojkach w Polsce są ruiny domostw, “przypadkowe” sady na szlaku, ruiny cerkwi i… bardzo nieliczne, wyjątkowe cerkwie, które przetrwały czas historycznej zawieruchy. Bojkowskie, osiemnastowieczne cerkwie można zobaczyć w Smolniku oraz Równi. Są wyjątkowe! Bojków w Polsce już nie spotkasz, potomkowie przesiedleni na tzw. “Ziemie Odzyskane” zatracili swą tożsamość etniczną. Jedynie ci niegdyś przesiedleni do ZSRR, częściowo zachowali bojkowskie tradycje, a ich potomkowie mieszkają obecnie w Ukrainie. W Polsce interesujące jest nazwisko Bojko, które może sugerować potencjalne korzenie osób, które je noszą. Ale wiesz co? Nas od lat fascynuje świat Bojków, Łemków i Hucułów i marzymy o spotkaniach z tymi ludźmi. Jeśli tylko uda się opowiedzieć ich opowieści, przecież tak rzadko wypowiadane, to dowiesz się o tym z naszego YouTube’a.

Podkarpacie – Dolina Sanu

Na Podkarpaciu wiele jest rzek i górskich strumieni, ale król jest jeden – to San. Na początku w Bieszczadach płynie trochę na uboczu, stanowiąc granicę Polski z Ukrainą. Natomiast na wysokości Żurawin rzeka prawie zawraca, tak jakby chciała pokazać, że nie powiedziała na Podkarpaciu jeszcze ostatniego słowa. San przecina Wielką Pętlę Bieszczadzką, następnie przy Dwerniku i Chmielu staje się trochę bardziej dostępny dla turystów, żeby znowu od Rezerwatu Hulskie pokazać swoją dzikość. Tutaj samochodem już się nie wjedzie, aż do wsi Rajskie, po której San przechodzi w Jezioro Solińskie. Między Rajskiem a Rezerwatem Hulskie jest jeszcze Rezerwat Krywe, i właśnie tam wybraliśmy się na zapoznawczy spacer z tą rzeką.

Rezerwat Przyrody Krywe

Samochodem skierowaliśmy się na Rajskie i tutaj można rozpocząć marsz lub podjechać jeszcze dalej, nieutwardzoną drogą wzdłuż rzeki, aż do mostu nad Sanem. Most na Sanie, to również moment decyzji.

Przechodząc na drugą stronę, trafimy na prawy brzeg rzeki i widokowy szlak pieszo-rowerowy z wiatą Tworylne, z której rozciąga się piękna panorama na lewy brzeg Sanu. Po drodze można spotkać węża eskulapa (to centrum jego populacji w Polsce) i inne gatunki węży. Wzrok przykuwa również znak ostrzegający przed spotkaniem z niedźwiedziem. My nie spotkaliśmy żadnego z tych zwierząt, ale widzieliśmy zatrzęsienie ptaków, ważek i motyli, bardzo zdziwionych obecnością człowieka, co potwierdza dzikość tego terenu. Podobno czasami z wiaty Tworylne można również zaobserwować stada dzikich żubrów po drugiej stronie Sanu. Czy z żubrami, czy bez, jest to na pewno idealne miejsce na posiłek w pięknych okolicznościach przyrody. Byliśmy tam zupełnie sami, w kompletnej ciszy, spacerując równą drogą w słoneczny letni dzień. Polecamy, zwłaszcza jeśli macie rowery!

Jeśli jednak nie przejdziecie przez most na Sanie, to wzdłuż lewego brzegu zaczyna się pieszy szlak, który w pewnym momencie odrywa się od rzeki i prowadzi do opuszczonych wsi. Pod względem trasy jest przeciwieństwem opcji pierwszej, a więc tu zamiast równej, szutrowej trasy rowerowej, spodziewajcie się zarośniętych ścieżek i pokrzyw wysokości dorosłego człowieka. Jeśli potraktujecie to jako wyzwanie i przygodę, to będziecie zadowoleni. Na trasie można odkryć pozostałości cerkwi, zabudowań dworskich i gospodarczych z nieistniejących już wsi Krywe, Tworylczyk i Tworylne. Były to najbardziej wysunięte na zachód osady bojkowskie, każda zamieszkiwana przez kilkaset osób.

Ujście Wołosatego do Sanu

Dla wszystkich, którzy nie mają wystarczająco dużo czasu na zagłębienie się w dziką dolinę Sanu, a chcieliby spędzić chwilę nad tą rzeką, mamy do polecenia świetną miejscówkę! Przy samej Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej, między wsiami Procisne i Stuposiany znajduje się ujście Wołosatego do Sanu. Przy drodze jest wygodny parking, a tuż obok most nad bystro płynącym Wołosatym, którego górny odcinek przy ujściu nazywany jest Wołosatką. Bardzo dobrze widać z niego jak ciemniejsza woda Wołosatego miesza się z jasnym zakolem Sanu. Jeśli marzycie o bliższych doznaniach, to przechodząc przez parking można zejść na sam brzeg i przycupnąć na kamieniach tuż nad wodą. Bliski kontakt z naturą gwarantowany!

Spływy Sanem

Były rowery, były spacery, ale San to przecież wspaniała rzeka do spływów! Ze względu na dzikość brzegów spływ kajakiem może okazać się najlepszym pomysłem na zwiedzenie obydwu brzegów i przeżycie prawdziwie dzikiej przygody. Rzeka jest bardzo zróżnicowana, wiedz, że nigdy nie wchodzisz do tego samego Sanu! Trasy wodne na spływ Sanem znajdziesz na stronie świetnej inicjatywy Slow Rivers, którą prowadzi Podkarpacka Regionalna Organizacja Turystyczna, zachęcając do odkrywania mniej znanych zakątków. Jeśli szlaki w Bieszczadach latem nie są dla Ciebie, to już San i spływy tą rzeką będą dalekie od tłumów turystów, wśród ciszy przerywanej jedynie ptasim śpiewem i szumem wartkiego nurtu. To co, może taki Sanny Day byłby dla Ciebie?

Góry Sanocko – Turczańskie

Góry Sanocko – Turczańskie są takim geologicznym prologiem do Bieszczadów. Znajdują się na terytorium Polski i Ukrainy, rozpościerając się między dolinami Sanu i Stryja. Latem czeka tu na Ciebie sporo tras pieszych, a zimą szlaki do narciarstwa biegowego.

Góra Sobień – ruiny zamku i punkt widokowy na San

Jadąc w Bieszczady lub z Bieszczadów do Sanoka, warto się zatrzymać i jeszcze raz spojrzeć na San. Okazja ku temu jest dobra, bo na trasie znajdują się ruiny Zamku Sobień. Trzeba jasno zaznaczyć, że jest to raczej romantyczny punkt widokowy na San, a nie średniowieczny zamek do eksploracji. Wystarczy powiedzieć, że Sobień był już ruinami w 1880 roku, kiedy po okolicy podróżował cesarz Austrii Franciszek Józef. Z odpowiednimi oczekiwaniami warto odwiedzić to miejsce.

Słonne – taras widokowy

Góry Słonne to pasmo będące częścią Gór Sanocko – Turczańskich. Ich zasięg to mniej więcej obszar między Leskiem, Mrzygłodem i Wańkową. Swoją nazwę wzięły od jednego z bogactw tego regionu, soli i źródeł solnych. Sól, obok ropy naftowej oraz drewna była towarem eksportowym tego regionu. Ze względu na cenną naturę okolicę objęto Parkiem Krajobrazowym Gór Słonnych. Można ją zobaczyć z platformy widokowej Słonne. Ale nie tylko ją, bo z tarasu idzie zauważyć także Tarnicę, Smerek czy Chryszczatą. Można tu zajechać przy okazji, która najpewniej się nadarzy, bo kto by nie chciał przejechać się największymi w Polsce serpentynami? A tak się składa, że to właśnie na ich trasie leży taras widokowy Słonne.

Trasy widokowe – największe serpentyny w Polsce: Tyrawa Wołoska – Wujskie

Jak słyszy się “serpentyny”, to albo się szykuje tabletki na chorobę lokomocyjną, albo rośnie ciśnienie a frajda z podróży robi się jeszcze większa! Niezależnie od tego, w której grupie jesteś, mówimy: to tutaj, na podkarpackich drogach, są te najbardziej kręte szosy w całym kraju. Zygzak na DK28 jest niezwykle efektowny nie tylko z poziomu fotela kierowcy i pasażera między Tyrawą Wołoską a Wujskim, ale także z ptasiej perspektywy. Jeśli potraficie latać dronem, to tutaj warto wyciągnąć tego elektronicznego jastrzębia i sprawdzić, jak piękny kształt tworzą serpentyny.

Lutowiska – punkty widokowe

Lutowiska często bierze się za Bieszczady, ale to jeszcze Góry Sanocko – Turczańskie, ich południowy kraniec. Przemierzając Wielką Pętlę Bieszczadzką lub jadąc na połoniny, często przejeżdża się właśnie przez wieś Lutowiska. Warto do swojej trasy dopisać tu dwa miejsca.

Pierwszym z nich jest punkt widokowy na północy wsi, z dobrze widocznym parkingiem, tuż przy drodze. Bardzo łatwo i szybko zjeżdża się z trasy, więc jest to idealne miejsce na drugie śniadanie lub rozprostowanie kości. Z niewielkiej górki, na szczycie której stoi nawet ławka rozciąga się panorama Bieszczadów, również tych ukraińskich. Z parkingu chętnie korzystają kampery i podróżnicze busy. Miejsce jest godne uwagi również na zachód słońca, a jeszcze lepiej prezentuje się po jego zachodzie. Świetnie stąd obserwuje się gwiazdy!

Drugi punkt widokowy w Lutowiskach mieści się za starym cmentarzem żydowskim. Dojście od parkingu to ok. 500 m, więc polecamy zwłaszcza jako element wycieczki rowerowej lub kiedy macie więcej czasu. W jedną stronę warto przespacerować się właśnie starym cmentarzem. Jest rozległy i stosunkowo dobrze zachowany, mieści się tu wiele pięknych macew (żydowskich nagrobków). Z samego punktu widokowego można rozejrzeć się po zielonej (lub białej zimą), pagórzastej okolicy, a w oddali dojrzeć szczyty Bieszczadów. To miejsce ma również potencjał na nocne obserwacje “spadających gwiazd”. A skoro o nich mowa, trzeba powiedzieć o Parku Ciemnego Nieba!

Park Gwiezdnego Nieba – obserwacja nocnego nieba w Bieszczadach

A gdy słońce już zajdzie i złapie Was mrok nocy, możecie się cieszyć, bo jesteście w najlepszym obszarze w Polsce do obserwacji nocnego nieba. Południe Podkarpacia skrywa miejsca o najmniejszym zanieczyszczeniu świetlnym w kraju. Latarnie i wszelkie światła w okolicy są wygaszane lub projektowane tak, aby najjaśniej świeciły gwiazdy. Granic terytorium Parku Gwiezdnego Nieba “Bieszczady” nie zobaczysz, są one umowne, nie ma tu płotków czy ogrodzeń. Idea jest taka, że niebo nad danym terenem ma być chronione przed nadmiarem sztucznego światła. Zatem umowny obszar Parku Gwiezdnego Nieba “Bieszczady” to Bieszczadzki Park Narodowy, Ciśniańsko – Wetliński Park Krajobrazowy oraz Park Krajobrazowy Doliny Sanu. Ale uwaga, w tej wspaniałej idei udział bierze też Słowacja i Ukraina, dzięki czemu powstał Trójpark Ciemnego Nieba Karpaty Wschodnie. Tym samym oprócz powyższych rejonów w Polsce w czystości nieba partycypuje słowacki Park Ciemnego Nieba “Połoniny” oraz ukraiński Zakarpacki Park Ciemnego Nieba. Ale o co w ogóle chodzi…

Słyszeliście o “zanieczyszczeniu światłem”? Chociaż widok kuli ziemskiej z rozświetlonymi osadami ludzkimi wygląda spektakularnie, a wynalazek Thomasa Edisona z końca XIX wieku był jednym z najistotniejszych dla cywilizacji, to nadmierne oświetlenie robi sporo złego. Po pierwsze zaburza wzrost roślin, po drugie zakłóca życie zwierząt nocnych, po trzecie odbija się na zdrowiu człowieka, i po czwarte – już tak bardziej ze względu na romantyczne ideały i mistyczne doznania – nie pozwala ludziom cieszyć się gwiazdami tak, jak mogli to robić nasi przodkowie.

Współcześnie mało kto ma przywilej patrzenia na niebo pełne gwiazd, bez sztucznych świateł. Aż 2/3 ludzkości nie widzi naturalnego nieba. Milky Way łatwo znajdziesz dziś w sklepie, ale patrząc w górę już nie. Łuna świetlna nad miastami i wsiami przyćmiewa blask gwiazd. Sztuczne światło negatywnie wpływa na wzrok, na zegar biologiczny, hormony jak kortyzol i melatonina, nie dziwne, że bezsenność to już choroba cywilizacyjna. Niektóre nocne zwierzęta, szczególnie te żyjące blisko dróg, nigdy nie doświadczają ciemności, tym samym tracąc szanse na udane polowanie, co skutkuje ich depopulacją czy… wymarciem. Żółwie morskie też wcale nie powędrują do morza, gdy okolica będzie zbyt rozświetlona. W prześwietlonych metropoliach ptaki tracą orientację i giną. Tak jak prześwietlone zdjęcie to złe zdjęcie, tak i prześwietlona Ziemia nie wróży nic dobrego.

Dlatego cudownie widzieć takie inicjatywy jak parki ciemnego nieba! Cudownie móc spojrzeć w gwiazdy, konstelacje, zobaczyć Drogę Mleczną, poczuć swoją antropomałość względem Kosmosu, a jednocześnie odczuć, że jest się jego częścią. Tu i teraz, ale też zawsze – nawet, jeśli na co dzień tego nie widzimy.

park ciemnego nieba bieszczady


Podkarpacie – najlepsze miejsca do obserwacji nocnego nieba

Prawdziwą noc i jej czarne, rozgwieżdżone niebo zobaczysz w poniższych miejscach. To doskonałe, bezpłatne punkty widokowe do obserwacji nocnego nieba w Bieszczadach:

  • Przełęcz Wyżna (parking)
  • Bukowiec (parking)
  • punkt widokowy przed Lutowiskami (przy Stanicy Kresowej) – wejdź wtedy na górkę nad parkingiem, jest tam nawet ławka
  • punkt widokowy w Lutowiskach za cmentarzem żydowskim (samochód zostaw przed kirkutem i przejdź 500 m do punktu, jest tam ławka)
  • tak naprawdę możesz próbować obserwacji wszędzie na południu Podkarpacia – wystarczy znaleźć się dalej od świateł domostw

Jest też opcja wzięcia udziału w płatnych pokazach gwiezdnego nieba w towarzystwie astronomów w miejscowości Dwernik. To, czy lekcje pokazowe się odbędą, zależy od pogody i sytuacji na niebie.

Kiedy i jak obserwować nocne niebo? Najlepszy czas.

Tak naprawdę, nie potrzebujesz niczego! Musisz tylko przyjechać na Podkarpacie 🙂 Jest jednak kilka rzeczy, które sprawią, że niebo zrobi na Tobie większe wow.

  1. Sprawdź pogodę najwcześniej 48 h przed planowaną nocą pod gołym niebem. Najlepsza będzie bezchmurna noc. Chmury mogą przysłonić firmament, wtedy lepiej przełożyć projekt na inny dzień noc.
  2. Sprawdź fazę Księżyca oraz godzinę jego wschodu i zachodu. Żeby nie być moondrym po szkodzie, zaplanuj obserwację poza pełnią księżyca. Optymalny będzie nów. Poza pełnią dużo łatwiej będzie zachwycać się Drogą Mleczną.
  3. W Bieszczadach, Beskidzie Niskim czy Dolinie Sanu każda pora roku będzie atrakcyjna do obserwacji nieba. Jednak lipiec i sierpień to apogeum aktywności na niebie, bo to czas na “spadające gwiazdy”. Rój meteorów – Perseidów najczęściej obserwuje się między 17 lipca a 24 sierpnia, z czego największy spektakl ma miejsce około 12 sierpnia, kiedy to “spadają” nawet w liczbie stu meteorów na godzinę!
  4. Co wziąć ze sobą? Przede wszystkim ściągnij bezpłatną aplikację Night Sky, która pokaże Ci, jakie konstelacje czy planety przycupnęły na nieboskłonie nad Tobą. Jeśli akurat posiadasz teleskop, lunetę czy lornetkę, to i je warto zabrać. Być może warto wziąć latarkę, bo będzie ciemno, ale wtedy nie taką zwykłą z białym światłem, która zanieczyści nam widok, tylko astronomiczną. Alternatywnie można zakleić szkiełko zwykłej latarki przezroczystą czerwoną folią. Chodzi o to, że czerwone światło nie zakłóca adaptacji ludzkiego wzroku do widzenia w ciemności. Spakuj też cieplejsze ubranie, żeby nie zmarznąć, w górach nawet latem noce mogą być chłodne. No i komary!

To tyle! Możesz wybierać się na nocne obserwacje, tzw. stargazing, który spotyka się z coraz większym zainteresowaniem. Skandynawia i Islandia mają zorze polarne, a my na południowo-wschodnim koniuszku możemy obserwować bajecznie rozświetlone niebo! Nie neonami, nie witrynami i billboardami, a ciałami niebieskimi, które we Wszechświecie były na długo przed nami.

Podkarpacie – Beskid Niski. Malownicze doliny krainy, która skradnie serce każdego

Przemierzając Podkarpacie, wyjeżdżamy z Bieszczadów i udajemy się do leżącego nieopodal Beskidu Niskiego. Zmienia się krajobraz, góry stają się niższe, okrąglejsze, a doliny bardziej kameralne. Bajecznie wyglądają tu pola ciągnące się pośród wzgórz i łąki, na których czasem wyrasta drewniana cerkiew albo chyża. Chyże, to tradycyjne domy, typowe zwłaszcza dla Łemków, które pod jednym dachem łączyły funkcje mieszkalne i gospodarcze, a do tego jeszcze poddasze robiło za stodołę. Efektem tego były długie na 25 metrów zgrabne domki, stojące samotnie na górskiej polanie. Do dziś prezentują się pięknie! I wiesz co? Beskid, choć Niski, to jest wysoko na naszej liście najpiękniejszych miejsc w Polsce.

beskid niski atrakcje

beskid niski blog podróżniczy

Wisłoka – wiszący most nad Wisłoką w Krempnej

Jeśli już jesteśmy przy zabudowaniach, to trzeba powiedzieć, że wioski Beskidu Niskiego dorównują urokiem jego naturze. O ile w Bieszczadach rządziła dzika natura i było nam tym milej, im dalej byliśmy od siedlisk ludzkich, o tyle w Beskidzie są one bardzo harmonijnie wkomponowane w okolicę i mają trochę letniskowy charakter. Warto wymienić tu Chyrową, która leżąc w górskiej dolinie, składa się tylko z kilkunastu domów i drewnianej cerkiewki nad rzeką (musicie zobaczyć ją z drogi nad doliną!).

beskid niski


Na uwagę zasługuje Krempna, w której poczuliśmy prawdziwą atmosferę wakacji w górach. Dookoła jest pełno pieszych szlaków, mieści się warta odwiedzenia cerkiew, jest zalew i płynie rzeka. No właśnie, rzeka! Zupełnym przypadkiem znaleźliśmy w Krempnej prawdziwy wiszący most pieszy, którym lekko bujając się, można przespacerować się nad Wisłoką oraz biegnący obok… bród z drogą poprowadzoną przez rzekę! Czy jesteś rowerem, czy innym pojazdem, nie odmówisz sobie przejażdżki z takim widokiem.

beskid niski

Cerkwie Beskidu Niskiego

Jak Beskid Niski, to i cerkwie! To kraina, w której przez długie lata mieszkali Łemkowie. Cerkwie były niezwykle ważnym punktem każdej wsi, gdzie człowiek spotykał nie tylko Boga, w którego wierzył, ale i innych ludzi. Było to miejsce kultu, ale poniekąd i relacji towarzyskich. Do czasów unii brzeskiej u samego schyłku XVI wieku (1596 r.) Łemkowie byli prawosławni. Później z prawosławnych zmienili się w grekokatolików. W unii brzeskiej chodziło o połączenie prawosławnej cerkwi z kościołem katolickim na terenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tym samym część dotychczas prawosławnych duchownych i wiernych uznała papieża jako głowę Kościoła, przyjęła dogmaty katolickie, ale zachowała obrządek grecki/bizantyjski. Jak może pamiętasz z czasów lekcji historii, unia miała wydźwięk polityczno-kulturowy. Dlatego dzisiaj w Beskidzie Niskim możemy podziwiać zarówno cerkwie greckokatolickie, jak i trochę prawosławnych. Podkarpackie cerkwie to niezwykle kolorowy temat, dlatego niebawem zobaczysz na blogu osobny wpis o nich.

Łemkowie – dawna ludność etniczna w Beskidzie Niskim

Ach, Łemkowie… Jakże ciekawy i barwny jest to etnos! Beskid Niski, który zamieszkiwali polscy Łemkowie, był częścią Łemkowszczyzny. Choć prawdziwy Lemko powiedziałby – Lemkowyny. W obrębie dzisiejszej Polski ciągnęła się ona na wschodzie od okolic Cisnej i Duszatyna aż po małopolską Muszynę i Królową Górną na zachodzie. Historyczna Łemkowyna obejmuje tereny dzisiejszej Polski (w 48%), Słowacji (41%) i Ukrainy (11%). “Łemkowie” to, podobnie jak “Bojkowie”, egzoetnonim – nazwa nadana przez ludzi z zewnątrz. Oni sami nazywali siebie długo Rusinami lub Rusnakami. Zaczęto ich nazywać Lemky, bo często używali słowa lem, co znaczyło “tylko”, “lecz”, “jeno”. Inni górale ruscy, Bojkowie czy Huculi, nie używali tego zwrotu, dlatego tak bardzo zwracało ono uwagę. Jednak dzisiejsi Łemkowie z wielką dumą mówią, że są Łemkami. I tak jak Bojków trudno znaleźć, tak dziedzictwo Łemków przetrwało. Około 3% ludności wysiedlonej wróciło w rodzinne strony, inni rozsiani po Polsce czy Ukrainie (ale i USA czy Kanadzie) – kultywują swą tradycję. W naszym kraju Łemkowie obok Tatarów, Karaimów i Romów zostali oficjalnie uznani za mniejszości etniczne. Są także organizacje zrzeszające współczesnych Łemków. W Polsce działa Stowarzyszenie Łemków, uważające się za odrębny naród rusiński, nie będący ani narodem ukraińskim, ani polskim. Jest też Zjednoczenie Łemków, które z kolei utożsamia się z narodem ukraińskim. Jedno jest pewne, to arcyciekawa kultura, którą warto poznać.

Łemkowie najprawdopodobniej mają pochodzenie wołosko – rusińskie. Najczęściej przyjmuje się, że są to pasterze wołoscy, którzy ulegli rutenizacji. I to silnej, bo łemkowski język brzmi niemalże jak ukraiński, co znając oba te języki, możemy potwierdzić. Zawiera on jednak nieco zapożyczeń z języka polskiego i słowackiego, troszkę z węgierskiego. Niektórzy uznają go za zachodnioukraiński dialekt, inni (m.in. Polska) – za odrębny język. Ich przeszłość wciąż kryje wiele znaków zapytania nawet dla naukowców. Wiadomo za to, że zajmowali się hodowlą owiec, rolnictwem, wyrębem drzewa i tworzeniem wyrobów z drewna. Podobnie jak Bojkowie mieszkali w chyżach, a Beskidy były im najdroższe. To o nich najczęściej śpiewali w swoich wpadających w ucho pieśniach. Ale też o zalotach, miłościach, o emigracji, która mocno dotknęła tę grupę. Przed I wojną światową nie było łemkowskiej rodziny, wśród której ktoś by nie wyemigrował za ocean. Wynikało to z przeludnienia łemkowskich wiosek i czynników ekonomicznych. Wszak kiedyś i Beskid Niski, i Bieszczady były jednymi z najbardziej zaludnionych miejsc w Polsce! Po II wojnie światowej 60% Łemków wysiedlono do ZSRR na tereny dzisiejszej Ukrainy, a innych w Akcji “Wisła” relokowano w Polskę, jak najdalej od ukochanych gór. Dzisiaj to miejsca ustronne, gdzie można znaleźć dzikość i spokój, a dawny świat pamiętają sady, barwne cerkwie i Beskidy.

Łap jeszcze dwa utwory silnie związane z Łemkami: jeden o górach, a drugi o ichniejszej emigracji. Nas niezmiennie wzruszają i przenoszą na Łemkowszczyznę.

Ekologiczne inicjatywy – Daliowa – Dzikie Wino

Ciekawie jest też w beskidzkiej wsi Daliowa, gdzie ulokowało się Dzikie Wino. Taką nazwę nosi oryginalne miejsce, które łączy w sobie restaurację, nocleg, manufakturę koziego sera i inkubator tak pięknych inicjatyw jak koszenie monokulturowych łąk i zamienianie ich w górskie dywany kwiatowe wyłącznie za pomocą… wyselekcjonowanej w tym celu rasy krów! Samo miejsce, jak i jego wszystkie inicjatywy, łączą w sobie ekologię, edukację i dobroczynny lub neutralny wpływ na otoczenie. Poznaliśmy tam wiele dobrych i inspirujących osób oraz stado wesołych kóz, które przyjęły nas do swojej ekipy z czułością i wielkim zainteresowaniem. Oczywiście w restauracji koniecznie trzeba spróbować koziego sera. Sery to w ogóle produkt, z którego Podkarpacie słynie, a o czym mówi się zdecydowanie za mało! Specjalnością Dzikiego Wina jest oranżada z fermentowanego czarnego bzu oraz cydr z mniszkiem lekarskim. W wielu pysznych słoiczkach znajdziesz tajny składnik, który również jest regionalnym specjałem – to przepyszny czosnek niedźwiedzi! Będziesz w okolicy rowerem? Już wiesz gdzie dobrze zjesz! Bo Dzikie Wino to miejsce mocno pro rowerowe.

beskid niski blog

Tryb slow jest Ci bliski? Ruszaj w Beskid Niski! Tu chętnie wyłączysz telefon, ciesząc się tym, że świat nagle spowolnił. Choć tak naprawdę to Ty! Ten region koi i daje wytchnienie. Dla nas jest jak “zielona szkoła” dla dorosłych!

Ciśniańsko-Wetliński Park Krajobrazowy

Podkarpacie ze względu na swoje bogactwo lasów, gór i pogórzy może oczarować nie tylko parkami narodowymi (Bieszczadzki, Magurski), ale również parkami krajobrazowymi! Jednym z tych, gdzie szybciej bije podróżnicze serce, jest Ciśniańsko – Wetliński Park Krajobrazowy. Na zachód od Bieszczadzkiego Parku Narodowego, na zachód od Parku Krajobrazowego Doliny Sanu, jako sąsiad tak zacnego grona sam także musi oczarowywać zmysły widokami, zapachami natury i dźwiękami płynącymi z gór i lasów.

Przełom Osławy pod Duszatynem – ścieżka Kaskada i kąpiel w Osławie

Miejsce perełka i to mało znana! Jeśli interesuje Cię Podkarpacie poza głównym szlakiem, Przełom Osławy pod Duszatynem będzie strzałem w dziesiątkę! To atrakcja, którą trudno znaleźć nawet na Google Maps, ale nic nie przegapisz, my oznaczymy ją dla Ciebie! Na końcu wpisu będzie mapa Podkarpacia, a na niej ciekawe miejsca regionu. Osława to piękna, górska rzeka, a okolice jej przełomu pod Duszatynem jawią się niczym krajobrazy Alaski!

Miejsce, które jest dla nas podkarpackim odkryciem, znajdziesz między Prełukami a Duszatynem, blisko najbardziej krętego zakola Osławy (tzw. Omegi). Do przełomu i wdzięcznie spływających kaskad rzeki doprowadzą Cię stare tory Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. Wybudowane w 1923, funkcjonowały z przerwą na wojenną nawałnicę, służąc do transportu drewna, a później także pasażerów. Ciągną się przez gęsty szpaler drzew, po którym staniesz na wiadukcie nad Osławą. Kilkadziesiąt lat temu zdjęcia wiaduktu zdobiły podkarpackie pocztówki i przewodniki. Dzisiaj przytula go natura – trawy i mchy. Dlatego miejsce spodoba się fanom tajemnic, miejsc opuszczonych i urbexu. I oczywiście miłośnikom przyrody, więc teraz, wszyscy Dzicy Podróżnicy, za mostem schodzimy w prawo ku kaskadom Osławy. Będzie nawet znak kierujący do nich. Minuta spaceru i jesteś w krainie rodem z filmu Into the Wild, gdzie dzikie serca zrealizują swoje pragnienia obcowania z naturą. Dookoła tylko kojące dźwięki spływających kaskad i trzepotu motyli. A woda? Choć to rzeka górska, temperatura jest taka jak powietrza, powyżej 20°C. Wskakujemy! Szczególnie, że źródło Osławy jest niedaleko stąd, więc tu rzeka powinna być najczystsza.

Spytacie, gdzie kupiłam strój kąpielowy, otóż: nie kupiłam! Wchodząc do wody uważajcie na śliskie kamienie. Kamienie gęsto też ścielą dno Osławy, i to od nich podobno rzeka wzięła swą nazwę, bo “osła” w języku jeszcze przedsłowiańskim znaczyło “kamień”. Tam, gdzie spływają kaskady, jest dość głęboko, w niektórych miejscach nie poczujesz dna, ale nurt jest spokojny, nie porwie Cię. Za to nigdy nie podpływaj bezpośrednio pod “wodospad”, bo siła wody może Cię ściągnąć w dół. Ta kąpiel w podkarpackiej rzece absolutnie stanowiła jedno ze wspanialszych doświadczeń podróży przez Podkarpacie!

Szlak na Jeziorka Duszatyńskie – Rezerwat “Zwiezło”

Jeziorka Duszatyńskie to miejsce, o którym na pewno nie słyszeli nasi prapradziadkowie! Są stosunkowo młode, a powstały w wyniku… katastrofy. Otóż zima i wiosna 1907 roku była ulewna, najpierw śniegi, potem intensywne roztopy. Definitywnie, słowiańska bogini wody i deszczu – Mokosz – w tamtym roku przesadziła! Ludzie z pobliskich domostw musieli nawet uciekać przez zagrożeniem. Przez tę pogodę kawałek pobliskiej góry, Chryszczatej, osunął się i przeciął fragment rzeki, tworząc trzy jeziorka. Do naszych czasów przetrwały dwa i to do nich dziś Cię zabieramy. Trzecie nie przetrwało, bo niedługo po ich powstaniu ktoś wpadł na pomysł spuszczenia z niego wody i wyłowienia pstrągów. Po tej akcji zaczęto chronić dwa pozostałe.

A dzisiaj to jedna z ważniejszych atrakcji przyrodniczych Podkarpackiego! Zatem robimy tak: samochody i rowery zostawiamy na parkingu w Duszatynie i kierujemy kroki na czerwony szlak pieszy. Buty – koniecznie sportowe! Najpierw idzie się po płaskim terenie wśród strzelistych i gęstych drzew, by kawałek za progiem skalnym z wodospadem na potoku Olchowatym zacząć wchodzenie po węższych ścieżkach, już pod górę. Zdarzają się momenty strome, ale szlak na Jeziorka Duszatyńskie jest zdecydowanie łatwiejszy niż choćby na połoniny w Bieszczadach.

Czas przejścia szlaku na Jeziorka Duszatyńskie: 1h 10 min

Docieramy na miejsce! Najpierw widać mniejsze, dolne jeziorko, bardziej turkusowe, a następnie większe – górne, z ciemniejszą taflą wody i liliami wodnymi. W lustrze wody odbijają się sędziwe buki. Kąpiele są zakazane, tego nie róbcie, trochę ludzi się tu utopiło. Czy osuwiska są czymś specyficznym? To z Chryszczatej było rzeczywiście znaczące, natomiast one w regionie Karpat się zdarzają, w Polsce najwięcej osuwisk ma miejsce właśnie w Karpatach. Chociaż to faktycznie geozagrożenie, to silne wody mają prawo podmyć góry o takiej budowie geologicznej jak Karpaty (flisz karpacki – bardzo zróżnicowana i przez to nietrwała skała). Wraz ze zmianami klimatu, intensywniejszymi opadami takich osuwisk może być jeszcze więcej. Chociaż Jeziorka Duszatyńskie to wyjątkowo malowniczy spadek po osuwisku, to już inwestorzy czy mieszkańcy regionu muszą w przemyślany sposób decydować się na budowy budynków czy dróg i… korzystać z opinii geologów. W tak interesującym geologicznie miejscu jak Karpaty oni na pewno mają co robić!

Kogo nogi niosą dalej, po zobaczeniu Jeziorek Duszatyńskich może skierować się ku górze, bo szlak biegnie dalej, aż na szczyt Chryszczatej (997 m n.p.m.). A skoro w tekście pada sporo ciekawostek etymologicznych, to i tu się o to pokusimy! Nazwa Chryszczata wzięła się od łemkowskiej nazwy czworolistu pospolitego (chreszczate zilie) lub od skrzyżowania dróg (chrest – krzyż po ukraińsku). Szlak i na Jeziorka Duszatyńskie, i na Chryszczatą mieści się w Rezerwacie Zwiezło – części Ciśniańsko – Wetlińskiego Parku Krajobrazowego. Z kolei nazwa rezerwatu wzięła się od tego, że Łemkowie uciekający przed hukiem osuwisk, mówili, że górę “zwiezło”, czyli osunęło. Czy ktoś tutaj też jest etymologicznym freakiem? 🙂

Spieszmy się oglądać Jeziorka Duszatyńskie. Z roku na rok kurczą się. Taka już przypadłość jezior osuwiskowych, że zamulają, zmniejszają swoją powierzchnię i głębokość. Kiedyś znikną, ale Ty jeszcze zdążysz je zobaczyć!

Skansen w Sanoku

Jest jeszcze takie miejsce na Podkarpaciu, które ujęło nasze serducha. Miejsce sielskie i miejsce mądre, w którym być trzeba, aby głębiej zrozumieć naturę Podkarpacia. Akurat nie tę zieloną, której tu nie brak, ale tę niedosłowną – historię tego regionu, mozaikę kulturową, która tu istniała i całe dziedzictwo Podkarpackiego. Skansen w Sanoku, oficjalnie zwany Muzeum Budownictwa Ludowego, musi znaleźć się na Twojej liście miejsc do odwiedzenia w województwie podkarpackim. Tutaj dowiesz się o Łemkach z Beskidu Niskiego, o Bojkach z Bieszczadów, o Dolinianach z okolic Sanoka i Zagórza czy o Pogórzanach, którzy mieszkali na północy Podkarpacia i w części Małopolski. Zobaczysz architekturę świecką i sakralną, stroje, ciekawostki każdej z tych grup. Dostaniesz nawet świeżo wypieczoną chałkę z tradycyjnej piekarni. Skansen jest absolutnie fascynujący i koniecznie chcemy zabrać Cię w podróż po nim w kolejnym wpisie na blogu!

park ciemnego nieba bieszczady


Wniosek jest jeden: Podkarpacie warto zobaczyć!

Podkarpacie to region z bogatą historią. Wciąż przeplata się tu wiele śladów kultur, których mieszkańców dzieliło wiele, ale łączyła miłość do gór. Karpaty są fascynujące i warto poznać te ukraińskie, słowackie, rumuńskie, jednak najlepszym wstępem do nich będzie polskie Podkarpacie. To w końcu tereny zachwycające naturą, która zmienia się wraz z przemierzanymi kilometrami, ale i porami roku: od zieleni, przez kolorowe liście jesieni, aż po biały puch i lodospady. Bez względu na to czy masz rower, narty, samochód, czy teleskop, znajdziesz tu coś dla siebie!

Dzicy Podróżnicy! Na koniec jeszcze obiecana mapa – Podkarpacie i jego atrakcje. Wspaniałej podróży 💚

Na Podkarpacie pojechaliśmy na zaproszenie tego regionu. Dzięki współpracy z Podkarpacką Regionalną Organizacją Turystyczną i Województwem Podkarpackim stworzyliśmy wpis, który czytasz. Serdecznie dziękujemy za wsparcie Pani Krystynie Dobrzańskiej z PROT, a także Pani Ani, Panu Markowi i przemiłej ekipie z Dzikiego Wina.

Polska

A Ty co o tym myślisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *